Moralność pani Dulskiej — Gabriela Zapolska
Moralność pani Dulskiej. Komedya w trzech aktach Gabryela Zapolska. MORALNOŚ Ć PANI DULSKIEJ KOMEDYA w trzech aktach WARSZAWA Nakł. i druk Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów Skład główny w księgarni E. WENDE i S-ka. 1907. Osoby Akt I • Akt II • Akt III Tekst jest własnością publiczną ( public domain ). Szczegóły licencji na stronie autora: Gabriela Zapolska. Osoby OSOBY: PANI DULSKA. PAN DULSKI. ZBYSZKO DULSKI. HESIA DULSKIE. MELA JULJASIEWICZOWA Z DULSKICH. LOKATORKA. HANKA. TADRACHOWA. Rzecz dzieje się w mieście. Tekst jest własnością publiczną ( public domain ). Szczegóły licencji na stronie autora: Gabriela Zapolska. Akt I AKT I-y. Scena przedstawia salon w burżuazyjnym domu. — Dywany — meble solidne — na ścianach w złoconych ramach premia i Bóg wie jakie obrazy. — Rogi obfitości — sztuczne palmy — landszaft haftowany za szkłem. — Pomiędzy tem stara piękna serwantka mahoniowa i empirowy ekranik. — Lampa z abażurem z bibuły — stoliki a na nich fotografie. — Rolety pospuszczane — na scenie ciemno. — Gdy zasłona się podnosi, zegar w jadalni bije godzinę szóstą. — W czasie pierwszych scen powoli rozwidnia się — wreszcie rozwidnia się zupełnie, gdy story podniosą. SCENA I. Chwilę scena pozostaje pusta. Słychać za kulisami szłapanie pantofli. Z lewej (sypialnia małżeńska) wchodzi DULSKA w stroju niedbałym. Papiloty — z tyłu cienki kosmyk — kaftanik biały wątpliwej czystości — halka włóczkowa krótka, poddarta na brzuchu. Idzie, mrucząc — świeca w ręku. Stawia świecę na stole — idzie do kuchni. DULSKA. Kucharka! Hanka! wstawać!... ( mruczenie w kuchni ). Co? jeszcze czas? Księżniczki! Nie z waszym nosem, a już wstałam... Cicho kucharka — nie rezonować. Palić pod kuchnią. Hanka! chodź palić w piecu w salonie. A żywo!... ( idzie ku drzwiom na prawo ). Heśka! Mela! wstawać! lekcye przepowiedzieć — gammy do grania... prędzej... nie gnić w łóżkach!... ( chwilę chodzi po scenie, mrucząc. Idzie do pierwszych drzwi na prawo — zagląda — łamie ręce, wchodzi do pokoju ze świecą ). SCENA II. DULSKA — HANKA. ( HANKA bosa — spódnica ledwo zawiązana, koszula, kaftanik narzucony — niesie smolaki i trochę węgli. Przykuca przy piecu — rozpala — podciąga nosem — wzdycha. Wchodzi DULSKA zła ). DULSKA. Jak palisz? jak palisz? skaranie Boże z tym tłomokiem. Do krów, do krów, nie do pańskich pieców. Czego niszczysz tyle smolaków! Czekaj, ustąp się ty do niczego — ja ci pokażę ( przykuca sama i pali w piecu ). Ruszaj zbudzić panienki, a jak nie zechcą wstać, to pościągaj kołdry. ( Hanka idzie do pokoju dziewcząt, Dulska pali w piecu i dmucha, jaskrawy płomień oświetla jej twarz tłustą i nalaną — wraca Hanka ). Cóż panny? wstają? HANKA. Pościągałam kołdry. Panna Hesia kopnęła mnie w brzucho. DULSKA. Wielka afera — zgoi się do wesela. ( Chwila milczenia ). HANKA. Proszę wielmożnej pani... DULSKA. Widzisz, jak się w piecu pali? HANKA. Proszę wielmożnej pani... DULSKA. Ja o wszystkiem myśleć muszę. Niedługo przez was to zejdę do grobu. HANKA (całuje ją w rękę). Proszę wielmożnej pani! Ja chciałam prosić, że ja już od pierwszego pójdę sobie. DULSKA. Co? jak? HANKA (ciszej). Pójdę sobie. DULSKA. Ani mi się waż. Ja za ciebie zapłaciłam w kantorze. Musisz dalej służyć. A to mi się podoba! HANKA. Ja dam na swoje miejsce. DULSKA. Patrzcie ją! jak się odgryzła. Już jej się w głowie przewróciło. O! już miasto na nią działa... Może na pannę służącą się śpieszy? co? HANKA. Proszę wielmożnej pani, to... przez panicza. DULSKA. A... HANKA. Tak... ja nie chcę — bo to... DULSKA. Znowu? HANKA. Ciągle — a to to — a to tak... a ja przecież... DULSKA (nie patrząc na nią). No — dobrze. Ja mu powiem. HANKA. Proszę wielmożnej pani — to na nic. Przecież wielmożna pani już nie raz, nie dwa mówiła, że mówiła... DULSKA. No — ale teraz to pomoże. HANKA. Bo ksiądz mówił żeby odejść. DULSKA. Czy ty u księdza służysz, czy u mnie? HANKA. Ale ja księdza muszę słuchać. DULSKA. Idź po mleko i po bułki. HANKA. Idę, proszę wielmożnej pani ( wychodzi ). DULSKA (idzie ku drzwiom sypialni małżeńskiej). Felicyanie! Felicyanie! wstawaj!... spóźnisz się do biura... ( idzie do drzwi sypialni córek ). Hesia! Mela! spóźnicie się na pensyę... GŁOS HESI. Mamuńciu, tak zimno! troszkę ciepłej wody... DULSKA. Jeszcze czego? Hartujcie się... Felicyan! wstajesz? Wiesz? ten błazen, twój syn, nie wrócił jeszcze do domu! Co? nic nie mówisz? naturalnie. Ojciec toleruje. Niedaleko padło jabłko od jabłoni. Ale jak będą dłużki małe — nie zapłacę. HANKA (uchyla drzwi od kuchni). Proszę wielmożnej pani — stróż przyszedł o meldunki tych państwa, co się sprowadzili. DULSKA. Idę! Hesia! Mela! Felicyan! a to śpiąca familia. No! no! z torbami poszlibyśmy, żeby nie ja... ( wchodząc do kuchni ) Dlaczego stróż zostawia na dziedzińcu nową miotłę? Deszcz leje... ( zamyka drzwi. Głos ginie ). SCENA III. HESIA — MELA. ( HESIA, MELA wybiegają ze swego pokoju — krótkie spódniczki jednakowe — barchanowe kaftaniki — włosy rozpuszczone — biegną do pieca — przykucają przed drzwiczkami ). HESIA. Chodź! chodź! MELA. Niema jej? HESIA. Niema — słyszysz przecież jak myje głowę stróżowi. Ha! jak miło ogrzać się trochę. MELA. No! nie pchaj się — ja także... HESIA. Czekaj... poprawię. A teraz daj grzebień, to cię uczeszę. MELA. Daj spokój! Jak zobaczy, będzie krzyk. HESIA. Niech krzyczy. Ja się nie boję. MELA. Ale ja się boję. To tak nieprzyjemnie, jak kto głośno krzyczy. HESIA. Bo ty jesteś sentymentalna. Ty się wdałaś w ojca. Lelum polelum... MELA. Skąd ty wiesz, jaki jest ojciec? przecież ojciec nic nie mówi. HESIA. E! już ja wiem. Zresztą masz jego nos. MELA. To dziwne. HESIA (czesze ją). Co? MELA. Niby że dziecko podobne do ojca albo do matki. Jak to się dzieje? HESIA. A ja wiem! a ja wiem... MELA (nieśmiało). Wiesz?... powiedz... HESIA. Niema głupich — nie powiem — ale wiem. MELA. Kto ci powiedział? HESIA. Kucharka. MELA. O! kiedy? HESIA. Wczoraj — jak mama poszła do teatru, a nas nie wzięła, bo to niemoralna sztuka. Poszłam do kuchni i tam Anna mi powiedziała! och! Melu!... och, Melu!... ( tarza się po