パン・タデウシュ — Adam Mickiewicz
Produced by Jimmy O'Regan and the volunteers of Distributed Proofreaders Europe http://dp.rastko.net (Produced from images generously made available by CBN Polona http://www.polona.pl) PAN TADEUSZ. TOM PIERWSZY. PAN TADEUSZ. W TYPOGRAFJI A. PINARD, PRZY WYBRZEŻU VOLTAIRE, 15. [Illustration] A. MICKIEWICZ. Podług Medalionu wykonanego w Weymarze 1829 przez P. Dawida Członka Instytutu Francyi Stefanowi Witwickemu poświęca ziomek, towarzysz i przyjaciel Antoni Oleszczynski Imprimé par Dion 1834 PAN TADEUSZ CZYLI OSTATNI ZAJAZD NA LITWIE. Historja szlachecka z r. 1811 i 1812, WE DWUNASTU KSIĘGACH, WIERSZEM, przez ADAMA MICKIEWICZA. TOM PIERWSZY. Wydanie Alexandra Jeżowickiego, S POPIERSIEM AUTORA. PARYŻ. 1834 KSIĘGA PIÉRWSZA. GOSPODARSTWO. TREŚĆ. Powrot panicza -- Spotkanie się piérwsze w pokoiku, drugie u stołu -- Ważna Sędziego nauka o grzeczności -- Podkomorzego uwagi polityczne nad modami -- Początek sporu o Kusego i Sokoła -- Żale Wojskiego -- Ostatni Woźny Trybunału -- Rzut oka na ówczesny stan polityczny Litwy i Europy. Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie; Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całéj ozdobie Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie. Panno święta, co jasnéj bronisz Częstochowy I w Ostréj świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem! Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem, (Gdy od płaczącéj matki, pod Twoję opiekę Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę; I zaraz mogłem pieszo, do Twych świątyń progu Iść za wrócone życie podziękować Bogu;) Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono. Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, Szeroko nad błękitnym Niemnem rosciągnionych; Do tych pól malowanych zbożem rozmaitém, Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem; Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała, A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą Zieloną, na niéj zrzadka ciche grusze siedzą. Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju, Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju, Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany; Świéciły się zdaleka pobielane ściany, Tém bielsze że odbite od ciemnéj zieleni Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni. Dóm mieszkalny niewielki lecz zewsząd chędogi, I stodołę miał wielką i przy niéj trzy stogi Użątku, co pod strzechą zmieścić się niemoże; Widać że okolica obfita we zboże, I widać z liczby kopie, co wzdłuż i wszerz smugów Świecą gęsto jak gwiazdy; widać z liczby pługów Orzących wcześnie łany ogromne ugoru Czarnoziemne, zapewne należne do dworu, Uprawne dobrze nakształt ogrodowych grządek: Że w tym domu dostatek mieszka i porządek. Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza, Że gościnna, i wszystkich w gościnę zaprasza. Właśnie dwókonną bryką wjechał młody panek I obiegłszy dziedziniec zawrócił przed ganek, Wysiadł s powozu; konie porzucone same, Szczypać trawę ciągnęły powoli pod bramę. We dworze pusto: bo drzwi od ganku zamknięto Zaszczepkami, i kołkiem zaszczepki przetknięto. Podróżny do folwarku nie biegł sług zapytać, Odemknął, wbiegł do domu, pragnął go powitać, Dawno domu niewidział; bo w dalekiém mieście Kończył nauki, końca doczekał nareszcie. Wbiega i okiem chciwie ściany starodawne Ogląda czule, jako swe znajome dawne. Też same widzi sprzęty, też same obicia, S któremi się zabawiać lubił od powicia; Lecz mniéj wielkie, mniéj piękne niż się dawniéj zdały. I też same portrety na ścianach wisiały. Tu Kościuszko w czamarce krakowskiéj, z oczyma Podniesionemi w niebo, miecz oburącz trzyma; Takim był gdy przysięgał na stopniach ołtarzów, Że tym mieczem wypędzi s Polski trzech mocarzów, Albo sam na nim padnie. Daléj w polskiéj szacie Siedzi Rejtan żałośny po wolności stracie, W ręku trzyma nóż ostrzem zwrócony do łona, A przed nim leży Fedon i żywot Katona. Daléj Jasiński młodzian piękny i posępny; Obok Korsak towarzysz jego nieodstępny Stoją na szańcach Pragi, na stosach moskali Siekąc wrogów a Praga już się w koło pali. Nawet stary stojący zegar kurantowy W drewnianéj szafie poznał, u wniścia alkowy; I z dziecinną radością pociągnął za sznurek, By stary Dąbrowskiego usłyszyć mazurek. Biegał po całym domu i szukał komnaty Gdzie mieszkał dzieckiem będąc, przed dziesięciu laty. Wchodzi, cofnął się, toczył zdumione źrenice Po ścianach; w téj komnacie mieszkanie kobiéce? Któżby tu mieszkał? stary stryj niebył żonaty; A ciotka w Petersburgu mieszkała przed laty. To niebył ochmistrzyni pokój? Fortepiano? Na niém noty, i książki; wszystko porzucano Niedbale i bezładnie; nieporządek miły! Niestare były rączki co je tak rzuciły. Tuż i sukienka biała, świeżo s kołka zdjęta Do ubrania, na krzesła poręczu rospięta. A na oknach donices pachnącemi ziołki, Gieranium, lewkonia, astry i fijołki. Podróżny stanął w jedném z okien -- nowe dziwo: W sadzie, na brzegu niegdyś zarosłym pokrzywą Był maleńki ogródek ścieszkami porznięty. Pełen bukietów trany angielskiéj i mięty. Drewniany drobny w cyfrę powiązany płotek Połyskał się wstążkami jaskrawych stokrotek. Grządki widać że były świeżo polewane; Tuż stało wody pełne naczynie blaszane, Ale nigdzie niewidać było ogrodniczki; Tylko co wyszła; jeszcze kołyszą się drzwiczki Świeżo trącone, blisko drzwi ślad widać nóżki Na piasku, bez trzewika była i pończoszki, Na piasku drobnym, suchym, białym nakształt śniegu; Ślad wyraźny lecz lekki, odgadniesz że w biegu Chybkim był zostawiony nóżkami drobnemi Od kogoś, co zaledwie dotykał się ziemi. Podróżny długo w oknie stał patrząc, dumając, Wonnemi powiewami kwiatów oddychając, Oblicze aż na krzaki fijołkowe skłonił, Oczyma ciekawemi po drożynach gonił, I znowu je na drobnych śladach zatrzymywał, Myślał o nich i czyje były odgadywał. Przypadkiem oczy podniósł, i toż na parkanie Stała młoda dziewczyna -- białe jéj ubranie Wysmukłą postać tylko aż do piersi kryje, Odsłaniając ramiona i łabędzią szyję. W takiém Litwinka tylko chodzić zwykła z rana, W takiém nigdy niebywa od męsczyzn widzi